Na Białorusi ujawniono i unieszkodliwiono sektę o głośnej nazwie – „Carskie Imperium”. Jej członkowie marzyli o zbudowaniu własnego państwa – „Trójjedynej Rusi”, składali przysięgi wyimaginowanemu imperatorowi i odrzucali prawo, dokumenty oraz zdrowy rozsądek.
Ale to nie są tylko marginesy społeczne z opuszczonych wsi. To symptom znacznie głębszej choroby.
Ideologia „ruskiego miru”, przez dekady rozpowszechniana przez Kreml, zrodziła nie tylko wojnę, lecz także całą sieć ekstremistycznych struktur. Od Donbasu po najdalsze zakątki Białorusi – wyrastają one na tym samym gruncie: szowinizmie, imperialnych ambicjach i negowaniu prawa sąsiadów do bycia sobą.
Sekta „Carskie Imperium” i przekleństwo „ruskiego miru”
Główne Biuro Śledcze Komitetu Śledczego Białorusi zakończyło dochodzenie w sprawie karnej przeciwko przywódcom i zwolennikom ekstremistycznego ugrupowania, które nazywało siebie „Rosyjski Kościół Prawosławny — Carskie Imperium”.

Śledczy twierdzą: pod przykrywką religii działała prawdziwa sekta. Jej wyznawcy marzyli o utworzeniu nieuznawanego przez nikogo państwa pod nazwą „Trójjedyna Ruś” i zwabiali ludzi na odludzie – do rozpadających się domów w opuszczonych wsiach. Tam nowi adepci rezygnowali z paszportów, opieki medycznej, świadczeń społecznych i zrywali kontakty z bliskimi. Bilet wstępu – „ofiary”: pieniądze, mieszkania, kosztowności, nieruchomości.
Osoby objęte postępowaniem karnym wzywały do składania przysięgi „imperatorowi”, negowały prawo, władzę i samą Republikę Białoruś. Innymi słowy – samowolnie przejmowały funkcje władzy ustawodawczej, sądowniczej i wykonawczej.
Białoruską komórkę rozbiło MSW. Jednak – jak podają źródła – podobne grupy działają także w Rosji, Ukrainie i Mołdawii. Przywódca białoruskiego oddziału „Trójjedynej Rusi” ukrywa się za granicą. Nietrudno się domyślić, w jakim kraju.
Propaganda imperialna jako nawóz dla sekt
Ważne jest, aby zrozumieć: tego typu sekty to nie margines czy odosobniony przypadek, lecz bezpośredni produkt uboczny państwowej ideologii, którą od ponad dwóch dekad konsekwentnie promuje Kreml. Rosyjski imperializm, militaryzm i mit „ruskiego miru” to nie wymysły marginesu społecznego. To oficjalna ideologia wspierana przez najwyższe władze Federacji Rosyjskiej i Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego – z Putinem i patriarchą Cyrylem na czele.
Idee „ruskiego miru” przez lata były wtłaczane w rosyjskie społeczeństwo i aktywnie promowane na Białorusi, w Ukrainie, Mołdawii, krajach Kaukazu i Azji Centralnej.
Warto też osobno podkreślić, jak strumienie nienawiści, które od dekad płyną z rosyjskich mediów – z ust propagandzistów, urzędników, funkcjonariuszy siłowych, a nawet duchownych – stały się prawdziwym narzędziem wpływu. Szczególnie nasiliło się to po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.
Propaganda przekształciła się w ideologiczny walec, który miażdży wszystko wokół: suwerenność, kulturę i samo prawo sąsiednich narodów do istnienia.
Negowanie państwowości – jak w przypadku Ukrainy – stało się fundamentem tej ideologii. Przypomnijmy: sam Putin przekonywał, że „Ukrainę stworzył Lenin”. Logika jest prosta: jeśli państwo jest rzekomo sztuczne – to można (a nawet trzeba) je wymazać z mapy.
Ale zło, które zostało wypuszczone na wolność, już nie słucha swoich panów.
Widzimy to na przykładzie Igora Girkina, znanego też jako Striełkow – jednej z ikon tzw. „rosyjskiej wiosny” w Donbasie. Wiosną 2014 roku przekroczył granicę z uzbrojonym oddziałem i rozpoczął zajmowanie ukraińskich miast. To właśnie on był jednym z organizatorów pierwszych krwawych starć w Donbasie. To on ponosi odpowiedzialność za zestrzelenie pasażerskiego Boeinga – lot MH17. Jego wina została potwierdzona wyrokiem Sądu Okręgowego w Hadze w Niderlandach – kara: dożywocie.
Ale dziś Girkin siedzi w więzieniu nie za to. Został skazany w Rosji – za krytykę Kremla.
Dla niego, jego zwolenników, licznych Z-wojennych blogerów i części rosyjskiego społeczeństwa ta wojna to „nieprawdziwa wojna”. Ich zdaniem wszystko powinno być ostrzejsze: totalna mobilizacja, gospodarka wojenna, miliony ofiar – jak podczas II wojny światowej. A że kraj zostanie z gołym tyłkiem – to nieważne, byleby była „zwycięstwo”. Tylko że nikt nie potrafi jasno powiedzieć, po co im to zwycięstwo.
Girkin nie jest sam. Neoimperialny wirus mutuje

Dziś neoimperialne organizacje i ruchy rosną jak grzyby po deszczu. Jedne działają pod skrzydłami służb, jak „Rosyjska Wspólnota”. Inne – jak „Carskie Imperium” – powstają na fali masowego prania mózgów, a jeszcze inne są w pełni zalegalizowane, jak formacje paramilitarne, na przykład „Rusicz”.
To jedno z najbardziej znanych rosyjskich neonazistowskich formacji wojskowych. Aktywnie uczestniczyło w działaniach bojowych na Donbasie od 2014 roku i nadal walczy na Ukrainie. Jego założyciele i wielu członków otwarcie wyznaje neonazistowskie i skrajnie prawicowe poglądy, używa odpowiedniej symboliki. Są znani z brutalności, tortur i dekapitacji ukraińskich jeńców wojennych oraz ideologicznego nastawienia na „oczyszczanie” i „walkę z wrogami narodu rosyjskiego”.
Tego typu zjawisk w Rosji jest teraz pełno, gdziekolwiek nie spojrzysz. Zasiane ziarna nienawiści wykiełkowały i się umacniają.
Mit o „Trójjednej Rusi” — historyczna manipulacja
W rzeczywistości nie ma i nigdy nie było „Trójjednej Rusi”. To nie fakt historyczny, lecz ideologiczny fantom stworzony po to, by usprawiedliwić obcą władzę na cudzej ziemi.
Mieliśmy Księstwo Połockie – pierwszy ośrodek państwowy na terenie dzisiejszej Białorusi. Była Ruś Kijowska ze stolicą w Kijowie – centrum kultury i państwowości wschodniosłowiańskiej. Później było Wielkie Księstwo Litewskie, które obejmowało ziemie białoruskie i ukraińskie. Jego stolicą najpierw był białoruski Nowogródok, potem Wilno.
Tymczasem ziemie częściowo słowiańskie i fińsko-ugryjskie, które później nazwano Rosją, przez trzy stulecia pozostawały pod panowaniem Złotej Ordy. To właśnie tzw. „mongolsko-tatarskie jarzmo” głęboko przeniknęło do struktury władzy, języka, obyczajów, a nawet polityki zagranicznej przyszłej Moskwy.
Na tym tle wykłady Putina dla amerykańskich negocjatorów o Ruryku wyglądają jak opakowanie z kreskówki.
A tak przy okazji: Ruryk był księciem Waregów. Jego następca, znany nam jako Igor, to w rzeczywistości Skandynaw Ingwar. Jego żona – Helga, później Olga. To właśnie oni, a nie jacyś „zbieracze ziem”, byli u źródeł Rusi z centrum w Kijowie.

Historia Rusi zaczynała się od wikingów, a nie od carów czy ordynskich wasali. Ingwar i Helga przemienili się w Igora i Olgę dopiero półtora wieku później, gdy mnich-kronikarz układał słowiańsko-chrześcijańską wersję historii w „Powieści czasów minionych”. A może wcale nie mnich — oryginał kroniki nie zachował się. Była wielokrotnie przepisywana i zmieniana przez kolejne stulecia. Z kroniki wiadomo jedno — skandynawscy książęta przynieśli ze sobą wargryjską nazwę Ruś, i „od tych wargów wzięła nazwę ziemia Ruska”.
Później Moskwa zawsze walczyła z częściami dawnej Rusi: z republiką nowogrodzką, Wielkim Księstwem Litewskim i Kijowem, i ostatecznie przywłaszczyła sobie ich prawdziwą historię, a nawet nazwę.
Tak właśnie rodzą się mity — z chęci przepisania przeszłości pod potrzeby teraźniejszości.
Mit o „Trójjednej Rusi” to nie prawda historyczna. To polityczna technologia. Legenda używana do zatarcia granic, tożsamości i suwerenności sąsiadów. I właśnie dlatego tak usilnie wbijają ją dziś do głów.
Dopóki żyje „ruski mir” — będą rosły jego przerzuty.
Dopóki Białoruś pozostaje w orbicie rosyjskiego szowinizmu i ideologii „ruskiego miru”, takie sekty i neoimperialne formacje będą powstawać raz po raz jako objaw głębokiej zależności i zastępowania wartości. To nie są tylko dziwne grupy na marginesie społeczeństwa. To mechanizmy destrukcji. Działają tam, gdzie oficjalny Kreml nie sięga.
Głównym celem takich organizacji jest niszczenie pamięci historycznej, rozmywanie tożsamości narodowej oraz osłabianie wiary w samą ideę niepodległej Białorusi. Pod przykrywką „duchowości” i „tradycji” realizowany jest systematyczny plan wprowadzania obcej formy – z carami, imperiami i podporządkowaniem. A jeśli ta formuła nie zostanie wyparta, zapuści korzenie głębiej, niż się wydaje.
Dlatego hasło „Жыве Беларусь!” („Niech żyje Białoruś!”) lub nawet państwowe „Вечна жыві і квітней, Беларусь!” („Niech żyje i rozkwita wiecznie, Białoruś!”) to wartości potrzebne i aktualne dziś jak nigdy.
Przyjaciele, jeśli bliskie są wam nasze działania, wesprzyjcie nasz kanał na Buy Me a Coffee — https://buymeacoffee.com/nasz.wektor.bialorus. Każda wasza darowizna pomaga nam dalej uczciwie i rzetelnie działać.
Autor: Ihar Maslouski.
Wersję wideo można obejrzeć na YouTube tutaj:










